Pismo Związku Polaków na Łotwie

W tym numerze:
Nr 4 (94) 2010

  • Czym trąci "Jesień katyńska"?

    R. Lebedek

  • Obchody Dnia Niepodległości

    Paweł A. Wroński

  • Christmas Bazaar

    Obserwator

  • Polscy strażacy gaszą
    pożary w Rosji

    Paweł A. Wroński

  • Wiadomości z Dyneburga

    Paweł A. Wroński

  • Festiwal Kultury Polskiej
    w Posiniu

    Paweł A. Wroński

    A.Bielnikowa

  • Szkoła Polska w Rydze
    w oczekiwaniu Świąt

    J. Barysznikow,

    M. Stranczewska

    D. Gratkowski

  • "Nasze Życie", 1939 r.
  • Kalendarz bałtycki

    T. Zubiński

  • Poezja

    A. Koczubej

Licznik odwiedzin

WIADOMOŚCI Z DYNEBURGA

Dyneburski turniej nowus

Nad sprawnym i sprawiedliwym przebiegiem gier czuwał niezastąpiony Henryk Tarwid.

Sekcja sportowa Dyneburskiego Oddziału Związku Polaków "Promień" na Łotwie pod kierownictwem Henryka Tarwida zorganizowała 4 września br. Otwarte Mistrzostwa Łatgalii w Nowus, które odbyły się w sali sportowej Państwowego Gimnazjum Polskiego w Dyneburgu. Do rywalizacji przystąpiło prawie dwudziestu zawodników z Dyneburga, Rzeżycy, Naujene i Rikawy, którzy walczyli w systemie "każdy z każdym" o zwycięstwo w tym prestiżowym turnieju. Na najlepszych graczy czekały okazałe puchary oraz medale. Podczas zawodów w sali słychać było dźwięk energicznych uderzeń o krążki, choć tak jak w klasycznym bilardzie, siła musi tu być ściśle powiązana z dokładnością. Między stołami usłyszeć można było dyskretne i fachowe komentarze dotyczące taktyki i techniki wbijania krążków do łuz. Nad sprawnym i sprawiedliwym przebiegiem gier czuwał niezastąpiony Henryk Tarwid, który jest pomysłodawcą turnieju. Gra w nowus, zwana inaczej bilardem morskim, znana była w Dyneburgu już w okresie międzywojennym i do dziś ożywiana jest corocznie przez pana Henryka.

Słychać było dźwięk energicznych uderzeń o krążki oraz dyskretne i fachowe komentarze.

Najbardziej wyważone ręce mieli zdobywcy pucharów i medali – zwycięzca turnieju Edward Mejnert z Dyneburga, który przegrał tylko jeden pojedynek; zdobywca drugiego miejsca Stanisław Mosan z Rikawy oraz Aleksy Kruczan z Rzeżycy, który uplasował się na trzeciej pozycji. Serdecznie gratulujemy medalistom oraz wszystkim graczom, którzy wzięli udział w tych wymagających zawodach. Dodać należy, że sekcja sportowa "Promienia" co roku organizuje mistrzostwa w różnych dyscyplinach sportowych i grach, zapraszając do rywalizacji na kolejnych turniejowych arenach.

Paweł A. Wroński

Wakacyjne wspomnienia
w Domu Polskim

W Domu Polskim w Dyneburgu co roku dzieci i młodzież polska oraz zaproszeni goście wspominają, jak spędzali wakacje. 28 września br. snujący wakacyjne wspomnienia powitani zostali przez Żannę Stankiewicz – dyrektora Centrum Kultury Polskiej, która przypomniała, że tradycja jesiennych spotkań poświęconych letnim dokonaniom sięga 2007 roku. W bieżącym roku w Domu Polskim zagościli również młodzi krasławianie i młodzież ze Związku Niemców.

Miło jest przeżyć wakacje letnie po raz drugi.

Pierwsi o lecie opowiadali przyjaciele z Krasławia, którzy w czasie wakacji byli między innymi w Polsce, spędzali letni obóz w swojej szkole, ale i odwiedzili Dyneburg. Związek Niemców dla swoich najmłodszych członków zorganizował ciekawe warsztaty związane z planowaniem swojego zawodu. Ich uczestnicy mogli poznać różne zawody – projektanta, copywritera czy rysownika. Jak potwierdzili uczestnicy projektu, w trakcie zajęć można było zdobyć spore doświadczenie i poznać tajniki każdego zawodu, co pomocne może być w planowaniu swojej kariery zawodowej.

Przedstawicielki polskiej młodzieży opowiedziały o wyjeździe do Polski na warsztaty z cyklu Europejska Szkoła Liderów Polonijnych, które odbyły się po raz drugi na przełomie czerwca i lipca w Warszawie. W czasie zajęć nauczyły się pracy w organizacjach społecznych, współdziałania w grupie, a wszystko po to, aby móc potem wykorzystać zdobytą wiedzę i umiejętności już u siebie, w Dyneburgu razem ze swoimi kolegami w młodzieżowych organizacjach polonijnych. W ich wystąpieniu nie zabrakło anegdot i ciekawostek z warsztatów, którymi zainteresowały słuchaczy. Swoje dokonania zaprezentował również zespół tańca ludowego "Kukułeczka" działający przy Państwowym Gimnazjum Polskim w Dyneburgu i prowadzony przez Żannę Stankiewicz, który opowiedział między innymi o tym jak uczestniczył w obchodach Święta Miasta, wakacyjnych imprezach oraz pierwszym w historii "Kukułeczki" ślubie swoich tancerzy i śpiewaków – Żeni i Einara.

Po prezentacjach na uczestników wakacyjnych wspominek czekało przyjęcie. Posilając się kiełbaskami młodzi ludzie, tym razem już mniej oficjalnie, mogli powspominać letnie przygody. Wesołej, beztroskiej atmosferze sprzyjały także piosenki zaśpiewane przez gości z Krasławia, którzy swoje muzyczne pasje realizują w szkolnym zespole "Kropelki". Młodzi krasławianie cieszyli się z zaproszenia do Dyneburga i możliwości spotkania ze znajomymi. Najmłodsi dyneburżanie również podzielili się ze swoimi przyjaciółmi piosenkami i dobrym humorem.

Niekorzystna aura nie pozwoliła na zorganizowanie spotkania na podwórku, ale i tak wesołe zabawy i gry wprawiły wszystkich w wyśmienity nastrój, o który zadbały organizatorki – Żanna Stankiewicz i animujące zabawy Alina Apolione-Teleżnikowa oraz Brygida Meja.

Zawsze miło jest powspominać przyjemne beztroskie chwile spędzone z przyjaciółmi. Dlatego możemy być pewni, że tradycja jesiennych wspomnień przetrwa i również za rok grono aktywnie spędzających wolny czas młodych ludzi spotka się w Domu Polskim.

Paweł A. Wroński

Wakacyjne regaty w Giżycku

Wyjątkowo upalne lato było wodą na młyn zapalonych żeglarzy. W sierpniu bieżącego roku odbyły się kolejne cykliczne regaty sródlądowe w Giżycku, podczas których o jak najlepsze miejsca na wodach przepięknych mazurskich jezior rywalizowali również przedstawiciele Łotwy i naszego miasta.

"Czwarta szklanka" dąży do celu nie zważając na zbliżającą się burzę i niebezpieczny przechył. Na prawą burtę, panowie!

Były to najtrudniejsze w Polsce regaty rozgrywane w formule 24 godzinnego wyścigu non stop. Współorganizatorami Mistrzostw były Międzynarodowe Centrum Żeglarstwa i Turystyki Wodnej oraz redakcja Magazynu Sportów Wodnych i Turystyki "H2O". Wystartowało kilkadziesiąt jachtów z załogami składającymi się z 8 – 12 żeglarzy podzielonych na dwie klasy. Ekipa z Łotwy płynęła w międzynarodowej obsadzie wraz z Polakami i Litwinami na jachcie o wdzięcznej nazwie "Czwarta szklanka". Start do regat nastąpił tradycyjnie o godzinie 13.00. Dzięki korzystnemu wiatrowi o sile 3 stopni w skali Beauforta dwa pierwsze punkty kontrolne załogi pokonały szybko. Różnice między jednostkami były kilkuminutowe. W międzyczasie o godzinie 21.40 zabezpieczające trasę regat jednostki straży pożarnej ogłosiły komunikat ostrzegający o zbliżającej się do Giżycka burzy z zapowiadanym wiatrem 70 – 90 km/godz. (do 10 stopni w skali Beauforta). W pół godziny potem niebo zrobiło się jasne od błyskawic a zawodnicy otrzymali polecenia schronienia się w najbliższych możliwych miejscach. Jachty zatrzymywały się na trasie – moście na Kirsajtach, niektóre stały w trzcinach. Burza zatoczyła jednak duże koło i tylko w niewielu miejscach na trasie regat mocniej powiało.

Kolejność zawodników na mecie została ustalona na podstawie kolejności uzyskanej przez załogi na trzech ostatnich punktach kontrolnych. Zawodnicy otrzymali medale i dyplomy oraz losowali nagrody ufundowane przez Mazurską Szkołę Żeglarstwa i Jacht Club Olsztyn, na które zasłużyła niewątpliwie w 3/4 nasza "Czwarta szklanka", plasując się w pierwszej piętnastce uczestników i pokazując kawał dobrej żeglarskiej roboty.

Paweł A. Wroński
(na podstawie materiałów prasowych)

O polsko-bałtyckich związkach kulturowych

Jesienią na Uniwersytecie w Daugavpils odbywa się już od kilku lat międzynarodowa konferencja "Polsko-bałtyckie związki kulturowe". Poprzednie spotkania naukowców przyniosły bogate plony na niwie badań tego pasjonującego zagadnienia, z tym większym więc zainteresowaniem czekaliśmy, jaka będzie tematyka tegorocznej konferencji.

W dniach 28 i 29 października br. w murach uniwersytetu zagościli uczeni z Łotwy, Polski i Litwy, którzy za swój cel postawili sobie dalsze badanie kultury polskiej istniejącej na terenie polskich Inflant i Litwy oraz jej oddziaływania na kulturę łotewską, łatgalską czy litewską. Zdaniem organizatorki konferencji Diany Rubene Polacy z Polski interesują się Łatgalią, gdyż jest to unikalny region, w którym współistnieją różne kultury i języki, a także dlatego, że Polacy z Łatgalii różnią się od Polaków mieszkających w granicach Polski, ale także tych z Litwy. Według Rubene miejscowych Polaków, mimo ich bilingwalności i znajomości także języka łotewskiego czy rosyjskiego, cechuje bardzo silny patriotyzm, który zaskakuje tych, którzy przyjeżdżają tu z Polski.

Jeden z uczestników konferencji prof. Tadeusz Bujnicki z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie podkreślił, że Polacy pochodzący z różnych regionów Polski czy Kresów mają nieco inne tradycje i warto, by Polacy z dawnych Inflant trwali przy tych pięknych różnicach i nie zapominali o swojej, także językowej, odmienności. Próbą utrwalenia i ocalenia tych rozmaitych tradycji jest właśnie konferencja w Dyneburgu.

W tym roku referaty i dyskusje dotyczyły między innymi takich zagadnień jak dialektologia, problemy przekładu literatury polskiej na język łotewski, recepcja kultury i literatury polskiej na Łotwie w dwudziestoleciu międzywojennym, słownictwo polskie mieszkańców Iłukszty oraz sylwetek polskich poetek znad Dźwiny – Kazimiery Iłłakowiczówny i Olgi Daukszte. Pierwszego dnia konferencji otwarta została także wystawa "Za wolność naszą i waszą" poświęcona 90-leciu Kampanii Łatgalskiej.

Bogactwo konferencyjnych tematów i zainteresowanie zwłaszcza młodych naukowców problematyką polskości w krajach bałtyckich daje nadzieję na to, że polsko-bałtyckie związki kulturowe nie zastygną w dawnych ramach i będą rozwijać się w bliskiej i dalekiej przyszłości, czerpiąc z solidnych podstaw, które zawdzięczamy naszym przodkom.

Paweł A. Wroński

Polska spuścizna kulturowa
w Łatgalii

Zawsze z dumą donosimy Państwu o wydarzeniach, które przypominają o wielowiekowych tradycjach polskich w Łatgalii. 6 października br. w Muzeum Krajoznawczym w Naujene odbyła się prezentacja projektu "Polska spuścizna kulturowa w gminie Naujene".

Stwierdzenie, że Polacy zawsze odgrywali w historii Łatgalii znaczącą rolę to właściwie truizm, bo wiemy o tym doskonale, choć przez wiele lat próbowano wyrugować tę prawdę z pamięci tutejszych mieszkańców. Dziś nareszcie można głośno mówić o tym, jakie zasługi mieli Polacy dla ziem wchodzących w skład Rzeczypospolitej od końca XVI wieku i zwanych Inflantami polskimi. Muzeum Krajoznawcze w Naujene we współpracy z Dyneburskim Oddziałem Związku Polaków na Łotwie "Promień" oraz Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu pokazało, co Polacy wnieśli do kultury i tradycji łatgalskiej. Dość powiedzieć, że pierwsi tłumaczyli książki na język łatgalski, fundowali tutaj kościoły. W języku łatgalskim jest wiele zapożyczeń z języka polskiego.

Zaproszeni na prezentację Alina Apolione-Teleżnikowa wraz z Włodzimierzem Gutakowskim przybliżyli ważną, choć nieco zapomnianą część kultury europejskiej, jaką są herby szlacheckie. Zapomnianą w głównej mierze dlatego, że była ona świadomie likwidowana na naszych ziemiach od końca XVIII wieku do wieku XX. Do tego wielkiego dwustutysięcznego zbioru europejskich herbów szlacheckich należy herb Ciołek osiadłej w tych okolicach rodziny Szadurskich. Apolione i Gutakowski w imieniu łatgalskich Polaków podziękowali autorom pracy za pamięć o naszych przodkach. "Promień" udzielił zresztą wszechstronnego wsparcia autorom projektu – przekazał dokumenty, wypożyczył na wystawę eksponaty – stroje polskie i herby szlacheckie.

Właśnie do polskich arystokratów między innymi Szadurskich i Szachno należały wcześniej wszystkie okoliczne ziemie. Obok muzeum w Naujene znajduje się Park Józefowski, w którym jeszcze w początkach XX wieku znajdowały się dobra Szadurskich. Jak stwierdziła autorka prezentacji Mara Kampane, do dzisiaj zachowało się wiele legend i opowieści o czasach, kiedy tu mieszkali Polacy. I także do dziś zachowała się nasza pamięć o polskich mieszkańcach tych ziem, którzy pozostawili trwałe piętno na swojej małej ojczyźnie.

Paweł A. Wroński

Dzień Papieski w Dyneburgu

Przed 32 laty papieżem został Polak Karol Wojtyła, który przybrał imię Jana Pawła II. Jak co roku, już od dziesięciu lat, 16 października obchodzimy Dzień Papieski – rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Tego dnia, w niedzielę, w kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Dyneburgu odbyła się msza święta w intencji papieża Jana Pawła II, a w Domu Polskim wspominaliśmy tego wielkiego Polaka i Człowieka oraz oglądaliśmy wystawę książek poświęconych Papieżowi.

Udział we mszy celebrowanej przez księdza Jerzego Mukana wzięli starsi i młodsi Polacy. Dary złożyli członkowie Zespołu Tańca Ludowego "Kukułeczka" w strojach ludowych i szlacheckich, a modlitwę wiernych odczytały dziewczyny z grupy teatralnej Domu Polskiego.

Po mszy w Centrum Kultury Polskiej odbyło się spotkanie pod tytułem "Jan Paweł II – odwaga świętości". Przebiegało ono w ciepłej i gościnnej atmosferze. Na początku przypomniane zostały dotychczasowe obchody Dni Papieskich, które już od dziewięciu lat organizuje Centrum Kultury Polskiej. Prowadzące – Żanna Stankiewicz i Olesia Aksenionok opowiadały obecnym na sali o życiu Papieża, o jego niełatwej ambitnej drodze życiowej, o tym, jak zaczęła się jego posługa kapłańska. Wymieniono ciekawe wydarzenia z życia Karola Wojtyły, który nie różnił się przecież od innych śmiertelników: jako młodzieniec z upodobaniem grał w piłkę, chciał zostać aktorem, a już jako kapłan z chęcią uprawiał turystykę górską i wodną. Będąc papieżem zasłynął z rozlicznych podróży apostolskich po całym świecie, stąd Jego przydomek pielgrzym. Jego wizyty zawsze gromadziły tłumy wiernych, tak było też w czasie pielgrzymek do Polski, które dawały Polakom nadzieję na wolność i lepsze jutro. W sposób szczególny zwracał się do młodych ludzi, którzy cenili Go za umiejętność znalezienia wspólnego języka i poczucie humoru. Także dzieciom poświęcał wiele uwagi, podkreślając, że dotyka ich we współczesnym świecie zbyt wiele zła, a ich prawa są nieprzestrzegane. Ujmował się również niezmiennie za prawem każdego człowieka do godnej i sprawiedliwie wynagradzanej pracy, będąc duchowym przewodnikiem polskiej "Solidarności".

Na zakończenie spotkania Olesia zaśpiewała "Barkę" – ulubioną pieśń Jana Pawła II. Każdy na sali otrzymał świeczkę – symbol duszy, światła i świętości papieża Polaka. Były one znakiem tego, że pamiętamy o Papieżu i kochamy Go, a On odwzajemnia nasze modlitwy. Niektórzy z obecnych na spotkaniu nie potrafili opanować swoich emocji i powstrzymać łez. Wszyscy uczestnicy Dnia Papieskiego umówili się, że jeszcze raz w domu zapalą swoje świeczki – w imię pamięci i oddania czci wielkiemu Polakowi i Człowiekowi.

Anastazja Bielnikowa
Paweł A. Wroński

Warsztaty artystyczne
w Centrum Kultury Polskiej

W ostatnim tygodniu października br. Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu zorganizowało pięciodniowy cykl warsztatów artystycznych poświęconych różnym dziedzinom sztuki scenicznej.

Młodzież wiele się mogła nauczyć podczas zajęć plastycznych.

Okres ferii szkolnych sprzyjał zorganizowaniu warsztatów z dużo większym rozmachem niż zazwyczaj. Ich uczestnikiem była w większości młodzież polska uczęszczająca do gimnazjum polskiego. W Domu Polskim odbywała się część zajęć warsztatowych, natomiast ćwiczenia wymagające większej przestrzeni przeprowadzane były w sali widowiskowej Państwowego Gimnazjum Polskiego.

Dwudziestoosobowa grupa młodzieży nie mogła narzekać na bezczynność – w ramach warsztatów każdego dnia odbywały się różnorodne zajęcia prowadzone przez grono uznanych wykładowców i specjalistów z różnych dziedzin sztuki scenicznej. W zakres tematyczny warsztatów wchodziły zajęcia plastyczne prowadzone przez Jelenę Famincewą, podczas których młodzież uczyła się między innymi posługiwania się nićmi i wykorzystywania ich do tworzenia na przykład rekwizytów przydatnych już na scenie. Pod okiem Rasity Titkowej młodzi ludzie uczyli się sztuki tańca klasycznego, wykonując trudne i wymagające gibkości oraz wyczucia równowagi ćwiczenia baletowe. W dziedzinie sztuki teatralnej uczestników warsztatów szkoliła Milena Różańska wraz z Krystyną Baranowską, które studiują na Wydziale Teatralnym Uniwersytetu w Daugavpils. Uczestnicy tych zajęć uczyli się, jak należy poruszać się po scenie i mówić zmieniając tempo, w jaki sposób można pokazać swoje samopoczucie i nastrój, czyli mówiąc w skrócie, jak grać na scenie. W czasie warsztatów odbyły się także zajęcia obejmujące podstawy tańca scenicznego, które prowadził Janis Butkiewicz, pokazując młodym tancerzom, jak powinien wyglądać ruch i zachowanie się w tańcu z naciskiem na płynne wykonywanie różnych figur.

Chetnych do opanowania podstaw sztuki tańca klasycznego nie brakowało.

Z pewnością niemałą atrakcją dla uczestników warsztatów były zajęcia z tae-bo, które jest aerobikiem łączącym ze sobą elementy wschodnich sztuk walki z zajęciami ruchowymi przy muzyce. Instruktor Konstantin zaprezentował podstawy tej sztuki ćwiczeń polegającej na dużej ilości kopnięć, uderzeń pięścią i podskoków, które pozwalają wzmocnić mięśnie i wyrzeźbić pośladki, uda, mięśnie brzucha i ramion, nie służą natomiast w żaden sposób do samoobrony. W czasie z kolei innych zajęć ci, którzy kilka tygodni wcześniej przyglądali się w centrum miasta pokazom tańca z ogniem, sami mogli spróbować tej sztuki podczas ćwiczeń prowadzonych przez Stanisława Paszkiewicza, Konstantego Jermakowa oraz Jerzego Smulko i ocenić, czy wymaga ona wysiłku i specjalnych umiejętności. Zestaw różnorodnych zajęć praktycznych uzupełniały lekcje śpiewu, nad którymi czuwali Siergiej Artiemienkow i Irina Grinbert, a także zajęcia z break dance'u. Popołudniami i wieczorami przychodził zaś czas na chwilę relaksu przy oglądaniu zdjęć z poprzednich lat.

Tak wyglądały zajęcia z tańca scenicznego.

Zaangażowanie i zapał uczestników warsztatów każe nam sądzić, że były one nie tylko dobrym pomysłem na zagospodarowanie wolnego czasu, ale także znakomitym sposobem na nauczenie się i opanowanie niezbędnych i przydatnych na scenie nawyków oraz umiejętności, które pomogą młodym tancerzom i aktorom jeszcze bardziej świadomie posługiwać się przed publicznością swoim słowem, gestem i ciałem.

Paweł A. Wroński

"Kolorowa jesień" w Domu Polskim

Najmłodsi Polacy zachwyceni polską poezją z pasją deklamowali w dyneburskim Domu Polskim wiersze poświęcone jesieni.

Niedźwiedź i Bocian dodawały otuchy młodym deklamatorom.

W konkursie recytatorskim "Kolorowa jesień" zorganizowanym w drugiej połowie października br. przez Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu wzięło udział ponad dwadzieścioro dzieci z klas początkowych Państwowego Gimnazjum Polskiego w Dyneburgu. Zgodnie z kilkuletnią już tradycją najmłodsi nauczyli się na pamięć utworów, w których pojawia się najbardziej kolorowa pora roku. Teksty polskich poetów stwarzają szerokie pole do popisu dla nawet niedoświadczonych recytatorów, których nie brakowało w sali widowiskowej Domu Polskiego. Otuchy młodym mistrzom mówionego słowa polskiego dodawali prowadzący – Niedźwiedź i Bocian, którzy z powodu konkursu nie zaszyli się jeszcze na zimę w ciepłych krajach i swoich wygodnych gawrach.

Zanim dzieci przystąpiły do zaciętej rywalizacji, wszystkich zgromadzonych na sali powitała jesienna scenka, w której nie mogło zabraknąć tak ważnego symbolu jesieni, jakim jest grzybobranie. Gra młodych aktorów, którzy następnie stali się recytatorami, wprawiła widzów, pośród których nie zabrakło rodziców, w pogodny, ciepły nastrój. Kiedy zaś zabrzmiały słowa piosenki o czerwonym jabłuszku zaśpiewanej z lekkością przez uczniów drugiej klasy, na Warszawskiej 30 zapanowała radosna muzyczna atmosfera.

Scenka i wesołe takty ociepliły nastroje i samopoczucie każdego widza. Z pewnością także rozluźniły, ale i zmobilizowały przygotowujące się do deklamacji dziatki. W pozbyciu się niepotrzebnych nerwów pomagały również niestrudzone zwierzątka, kóre zapraszały na scenę recytujących i zabawiały całą salę wesołymi dialogami i wzajemnym przekomarzaniem się. Poważniejsze miny towarzyszyły jury składającemu się ze studentów z Polski, lecz jego członkowie mieli za zadanie obiektywnie i sprawiedliwie oceniać konkursowiczów. Ci zaś zaczęli snuć poetyckie opowieści o jesieni, a nawet Pani Jesieni, gdyż często ta bogata pora roku jest pięknie ubraną kobietą. Jesienne dary – barwne owoce i liście, dorodne grzyby i jagody podsycały wyobraźnię słuchaczy, przenosząc ich na pola, w sady, lasy oraz do spiżarni, gdyż to oczywiście pora roku, kiedy wszyscy starają się robić zimowe zapasy. Ale jesień to niestety także czas, kiedy robi się już chłodniej, pojawiają się pierwsze przymrozki, coraz częściej pada deszcz i mżawka, zaś na polach liście przegania wiatr.

Wspólne zdjęcie uczestników Konkursu Recytatorskiego.

Wszyscy recytatorzy starali się, aby jesień w ich wykonaniu miała jak najwyrazistsze cechy i oblicze. Publiczność zaś niezwykle życzliwie przyjmowała kolejne wiersze, aby podbudować psychicznie debiutantów i spowodować, by trema pomagała a nie przeszkadzała w mówieniu z pamięci. Kiedy najmłodsi popijali herbatę i posilali się ciastem, jury zabrało się do wytężonej pracy – sumowania punktów, oceniania sposobu i poziomu deklamacji oraz przyznawania miejsc i nagród.

Po przerwie przyszedł czas na ogłoszenie wyników rywalizacji o miano najlepszego recytatora wierszy o jesieni. Jak podkreśliła przewodnicząca jury, wszystkie występy spodobały się sędziom, którzy przyznali wyróżnienia i trzy pierwsze miejsca dla umiejących najwspanialej opowiedzieć poetycko o tej porze roku. Zwyciężczynią konkursu została Dana Jerszowa z trzeciej klasy, która oprócz dyplomu i nagrody rzeczowej otrzymała również nominację do konkursu recytatorskiego "Kresy" w Rezekne. Zdobywczynię drugiego miejsca, Annę Czarną, do udziału w konkursie zainspirował starszy brat, który z powodzeniem brał udział w konkursach recytatorskich. Trzecie miejsce zajęła Diana Sorokina, która wraz z Daną i Anną uczęszcza do trzeciej klasy szkoły polskiej i ma również jak one dziewięć lat.

Oczywiście sukces dziewczynek i wszystkich uczestników konkursu, którzy tak pięknie i z ochotą recytowali polskie wiersze jest najcenniejszą nagrodą dla nauczycielek klas początkowych szkoły polskiej – Lidii Łapkowskiej i Teresy Timofiejewej, które solidnie przygotowały swoich podopiecznych do konkursu, dobierając im teksty i ucząc ich zasad recytacji. Wspólne zdjęcie przypieczętowało zaciętą rywalizację najmłodszych uczniów, którzy z wesołymi minami opuszczali Dom Polski.

Trzeba przyznać, że droga do sukcesu jest nierzadko bardzo daleka, ale ambicja i chęć pracy połączone z odrobiną talentu pozwalają myśleć z optymizmem o kolejnych konkursach i każdemu dziecku życzymy, by w przyszłości starało się recytować jeszcze swobodniej i próbowało swoich sił na scenie.

Paweł A. Wroński

Wystawa malarska
Eweliny Michajłowej

Sezon wystaw w Domu Polskim w Dyneburgu rozpoczął się na dobre. W połowie października br. na ulicę Warszawską 30 zawitała kolejna porcja obrazów pod zbiorczym tytułem "Głębia świadomości". Prace te są dziełem Eweliny Michajłowej – absolwentki szkoły polskiej naszego miasta, malarki amatorki, która już po raz drugi prezentowała swoją twórczość w Centrum Kultury Polskiej.

Wystawę obrazów E. Michajłowej (druga od lewej) otwiera Ż. Stankiewicz – dyrektor Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu.

Piątkowe popołudnie zgromadziło w Domu Polskim liczne grono sympatyków malarstwa i przyjaciół malarki. Sala wystawowa pękała w szwach, gdy dyrektor Centrum Kultury Polskiej Żanna Stankiewicz otwierała wernisaż i przedstawiała sylwetkę artystki znanej już z poprzedniej wystawy. Ewelina Michajłowa uczestniczyła w wielu konkursach plastycznych, zdobywając pierwsze miejsca. Jej prace pokazywane były zarówno na wystawach zbiorowych, jak i indywidualnych. Malarka, dziękując za możliwość zorganizowania wystawy w otwartym na młodych artystów Domu Polskim, zachęcała wszystkich zgromadzonych do cieszenia się i rozkoszowania jej obrazami. O tym, że Ewelina nie jest już postacią anonimową w malarskim świecie Dyneburga, zaświadczyło wystąpienie dyrektora Łatgalskiego Oddziału Instytutu Transportu i Łączności Zigurda Wuszkansa, który z dumą podkreślił, że jedna z prac malarki znajduje się właśnie w miejscu, które reprezentuje. Składając artystce życzenia dalszej twórczej pracy, z nieskrywaną radością zaprosił wystawę "Głębia świadomości" w mury instytutu.

Sala wystawowa pękała w szwach...

Ewelina Michajłowa charakteryzuje swoją sylwetkę twórczą w następujący sposób: "Moje serce potrzebuje tworzenia obrazów, jest to nieodłączna część mojego życia i przejaw duszy, chociaż malarstwo nie jest jeszcze moim stylem życia". Jak podkreśla młoda artystka, natchnienie przynosi jej każdy dzień, ale temat i technika obrazów zależą od nastroju. Chcąc określić źródła i inspiracje jej twórczości, możemy przytoczyć słowa malarki, która stwierdza, że w świecie, w którym żyje, przejawy działalności człowieka wynikają z chęci odnoszenia osobistych korzyści. Jej zdaniem większość ludzi straciła moralność i wiarę w ideały. W swoich obrazach artystka prezentuje subiektywne spojrzenie na świat, przedstawia wartości, miejsca i działania, które są dla niej ważne. Ujawnia ono rzeczy nieuchwytne, pochodzące ze świata niewidzialnego, których zwykły człowiek nie dostrzega, choć towarzyszą mu na co dzień. Ewelina stara się również pokazać emocje, których dostarcza otaczający ją pełen niespodzianek świat. Wszystko, co maluje, wynika z jej "głębi świadomości". Każdy sympatyk malarstwa po obcowaniu z kilkunastoma zróżnicowanymi tematycznie i malarsko obrazami mógł opisać swoje wrażenia w specjalnej księdze, gdyż malarka ceni sobie zdanie i opinie innych na temat jej obrazów. Uważa, że dzięki krytyce będzie malować więcej, częściej i lepiej, choć jest powściągliwa w planach na przyszłość.

Młodej, ambitnej, lecz także, co warto podkreślić, skromnej artystce życzymy kolejnych tak udanych i sprawnie zorganizowanych wystaw. Niech jej talent w dalszym ciągu rozwija się i czerpie z tego, czym codziennie zaskakuje nas świat i życie.

Paweł A. Wroński

Warsztaty tańca z ogniem

Młodzi ludzie w Dyneburgu mogą rozwijać się i realizować w różnych dziedzinach sztuki nowoczesnej. 16 i 17 października br. gościła w naszym mieście grupa taneczna Fire Spirit z Rygi, która uczyła polską młodzież sztuki tańca z ogniem, wieńcząc ćwiczenia występami w centrum miasta.

W powietrzu fruwały płonące pałeczki, maczugi, tyczki...

Warsztaty zorganizowane przez oddział Związku Polaków na Łotwie "Promień" przy współpracy z Centrum Kultury Polskiej w Dyneburgu odbyły się w sobotę i niedzielę w sali widowiskowej Państwowego Gimnazjum Polskiego. Młodzi ludzie uczyli się, jak tańczyć z ogniem, ale oczywiście rzecz nie w tym, aby w jakiś wymyślny sposób próbować skakać przez ognisko, lecz synchronizować się całym ciałem z muzyką, trzymając jednocześnie rozmaite płonące przyrządy: pałeczki, maczugi, czy tyczki. Pełne możliwości wizualne, jakie tworzy taniec z ogniem, można dostrzec dopiero w nocy, gdy płomienie są doskonale widoczne na ciemnym tle i rozjaśniają przestrzeń, dlatego młodzi tancerze swój popisowy pokaz zaplanowali na niedzielny wieczór na Placu Wienibas. Poruszając się pojedynczo i w parach, a nawet większych grupach, stworzyli niezapomniany plenerowy spektakl, który bardzo spodobał się zebranym tu spontanicznie widzom.

Miejmy nadzieję, że w Dyneburgu częściej będą pojawiać się alternatywne formy nie tylko tańca, ale i innych sztuk. Co prawda ogień to niezwykle niebezpieczny żywioł, który w rękach człowieka może zamienić się w prawdziwą bestię, ale takie oryginalne przedsięwzięcia uczą nas, że w rękach artystów staje się on sprzymierzeńcem pozwalającym wyrażać emocje, dla widzów zaś jest sposobem na niecodzienne spędzenie wolnego czasu.

Paweł A. Wroński

Wystawa grafiki komputerowej
w Domu Polskim

Dyneburski Dom Polski to miejsce, w którym obok tradycyjnych tematów i dziedzin artystycznego wyrazu, możemy zetknąć się ze sztuką na wskroś nowoczesną, tworzoną za pomocą komputerów oraz oczywiście pełnych pomysłów głów młodych twórców.

Twórcy wystawy grafiki komputerowej.

5 listopada 2010 r. w Domu Polskim zebrali się wielbiciele grafiki komputerowej. W piątkowy jesienny wieczór odbył się tu niezwykły pokaz filmów animowanych "Flash madness" połączony z wystawą twórczości młodych artystów – studentów grafiki komputerowej Uniwersytetu w Dyneburgu. W imieniu organizatorów – Centrum Kultury Polskiej i Dyneburskiego Oddziału Związku Polaków na Łotwie "Promień" – twórców i widzów powitała Żanna Stankiewicz, zapraszając wszystkich do multimedialnej zabawy. Prace wystawiane na Warszawskiej 30 początkowo wykonane były na zaliczenie przedmiotu, lecz okazały się tak ciekawe i twórcze, że opiekun i nauczyciel studentów pani Loreta Lifare namówiła ich na pokazanie swoich filmów i obrazów szerszej publiczności.

Nazwa wystawy świetnie określała jednocześnie same prace. "Madness" to wariacja a na wystawie i pokazie były pomieszane wszystkie możliwe tematy – smutne, wesołe, na serio i z humorem. Z kilkudziesięciu czasem bardzo krótkich, bo zaledwie kilku bądź kilkunastosekundowych filmików udałoby się wybrać niemało naprawdę pomysłowych i przyciągających uwagę, które mogłyby być może zrobić karierę na pokazach filmowych w kategorii filmów animowanych. Nietypowi i ekscentryczni bohaterowie, zaskakujące zwroty akcji połączone z sugestywną muzyką to znak firmowy tych krótkich form filmowych, które czasem mocniej i dobitniej potrafią pokazać świat i nas samych aniżeli zwykłe filmy fabularne. Widzowie pokazu mogli się przejrzeć w ekranie jak w zwierciadle, które czasem bywało bardzo krzywe, lecz doskonale pokazywało nasze uczucia, pragnienia czy marzenia.

Może dlatego na sali panowała wesoła, choć pełna uwagi i napięcia atmosfera. Kilka razy obdarzono debiutantów głośnymi oklaskami.

Młodzi ludzie podkreślają, że kierunku studiów nie wybrali przypadkowo, a ich praca przynosi im ogromną satysfakcję. Są bardzo wdzięczni swojej nauczycielce. Nazywają ją swoją muzą i podkreślają, że odgrywa w ich nauce i pracy wielką rolę. W przyszłości planują kontynuować zainteresowania i rozwijać własną twórczość. To ich pierwsza wystawa, ale marzą już o następnych.

Z pewnością wszyscy widzowie uczestniczący w pokazie mogą potwierdzić, że spędzili tego dnia w Domu Polskim niezapomniane chwile składające się nieraz tylko z kilku sekund, ale jakich sekund! – wszak sztuki nie mierzy się w godzinach czy minutach, ale w refleksjach i myślach.

Anastazja Bielnikowa
Paweł A. Wroński

Ślub Kukułeczek

W pewien przepiękny sierpniowy dzień na ślubnym kobiercu stanęli Żenia Baranowa i Einar Jurkiewicz, którzy przed ołtarzem kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Dyneburgu powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Był to pierwszy w historii ślub członków Zespołu Tańca Ludowego "Kukułeczka" z Dyneburga, którzy wytańczyli i wyśpiewali sobie po polsku ten najszczęśliwszy moment w życiu. W tej radosnej uroczystości uczestniczyli także najmłodsi członkowie zespołu, którzy weselili się, ale i wzruszali podczas kościelnej ceremonii. Udzielający ślubu ksiądz Jerzy Mukan mógł zobaczyć na twarzach dwojga młodych kochających się ludzi uśmiechy, ale i skupienie towarzyszące przełomowej decyzji w życiu zakochanych dwudziestolatków. Swoim kazaniem pokrzepił ich serca, zaś obrączki przypieczętowały związek.

Żenia i Einar wyśpiewali i wytańczyli sobie po polsku w "Kukułeczce" ten najszczęśliwszy dzień w życiu.

Żenia i Einar realizując w "Kukułeczce" swoje muzyczne i taneczne pasje, znaleźli także to, co najcenniejsze – miłość, która na pewno będzie wskazywała im właściwą drogę podczas całego wspólnego życia. Przyjmijcie od nas najlepsze życzenia!

Paweł A. Wroński