Pismo Związku Polaków na Łotwie

Flota Rzeczpospolitej w obronie Rygi

Bałtycki okręt wiosłowy.

Dla większości czytelników znanym wydarzeniem z historii floty polskiej jest zwycięska bitwa pod Oliwą w 1627 roku. Mało znanym, a wartym przedstawienia epizodem są walki polskich okrętów w obronie Inflant, a zwłaszcza Rygi.

Gdy z początkiem XVII wieku konflikt dynastyczny Karola IX i Zygmunta III o koronę przeobraził Inflanty w pole zbrojnej rywalizacji Rzeczpospolitej ze Szwecją, kluczową sprawą w nadchodzącej konfrontacji było panowanie nad Bałtykiem umożliwiające transport wojsk i zaopatrzenia. W ograniczonym zakresie okręty mogły również wspierać ogniem artylerii walkę oraz blokować wybrzeża i twierdze przeciwnika. Szwecja posiadająca długoletnie tradycje morskie posiadała jak na warunki bałtyckie bardzo silną flotę. Tradycje regularnej marynarki szwedzkiej sięgają roku 1522 i zakupu w Lubece 10 okrętów przez Gustawa Wazę. Flota szwedzka w latach 1563-1564 chlubiła się posiadaniem największego okrętu w Europie. Stocznie w Kalmarze, Sztokholmie, Ridö, Arnö, Norrköping, Söderköping, Västervik oraz zakupy zagraniczne pozwoliły wystawić Karolowi IX flotę liczącą blisko 100 okrętów.

Rzeczpospolita na początku XVII wieku dysponowała symboliczną flotą przeznaczoną do ochrony zatoki gdańskiej. Na wodach inflanckich nie zdobyto się na wystawienie choćby najmniejszej regularnej siły morskiej. Potrzebę posiadania marynarki wojennej broniącej Rygi podkreślał w 1602 roku hetman wielki koronny i kanclerz Jan Zamojski: " Wojna, którą toczę, trudniejsza jest, Miłościwy Panie, nad tę, którą się wiedzie z Moskalem, a nawet z Turczynem: tych wszędy szabla dosięgnąć może. Szwedzi zamknięci w warownych portach swoich, odbierając morzem wszelkie posiłki, od lądu tylko zawsze z ciężkością i stratą zaczepieni być mogą. Jako więc wierna rada W.K.M. upraszam go, abyś jeżeli zdobycze śp.p. króla Zygmunta Augusta i króla Stefana zachować pragniesz, jeżeli chcesz, by Estonia przy Polszcze została, starał się także i z swojej strony mieć flotę, byś nią strzegł Gdańska, Królewca, Rygi, bronił nią nawom nieprzyjacielskiem przystępu brzegów naszych".

W roku 1603 podczas sejmu kanclerz zdecydowanie nawoływał do wystawienia floty: "Najbardziej potrzeba nam floty, którą gdybyśmy posiadali, nic by nie miał Sudermańczyk do roboty w tych stronach tego roku. Choć wśród innych narodów mamy najwięcej surowców do budowy floty, nie posiadamy jej, a nasze lasy i nasze pola, pełne środków do wystawienia okrętów, używają obce królestwa. Choć naprzód gnieździliśmy się nad Morzem Czarnym, a potem tyle mil Morza Bałtyckiego dzierżymy pod naszą władzą, nic zaiste nie działamy na morzu. Dlatego radzę zbudować flotę, skoro ci szczególnie spośród nas, którzy trzymamy starostwa nad rzekami i mamy budulca okrętowego pod dostatkiem, posiadamy wielkie możliwości jej budowy. Sam dostarczę z mych dziedzicznych lasów drzewa okrętowego, ile tylko będę mógł".

Mimo apelów Zamojskiego i nalegań sejmowych organizowane siły morskie miały charakter improwizowany i tymczasowy. Podczas obrony Rygi w sierpniu 1601 roku takim właśnie sposobem zorganizowano obronę wybrzeża. Jerzy Farensbach dysponując kilkoma małymi statkami uderzył na stacjonujące na Dźwinie okręty szwedzkie. Zatopiono jeden okręt, wiele uszkodzono. Sukces ten spowodował rozluźnienie blokady Rygi. Słaba flotylla Farensbacha nie mogła zapobiec, lub choćby zagrozić szwedzkiemu desantowi we wrześniu, gdy osiem okrętów wysadziło wojsko na lewym brzegu Dźwiny. W zimie 1601/1602 planowano uderzyć na unieruchomione statki koło Parnawy, rozpatrywano atak na osiem okrętów zimujących koło Dago. Wszystkie te plany zarzucono, gdyż zabrakło floty, która mogłaby zablokować Szwedów od strony morza. Ostatecznie tylko Krzysztof Dorohostajski zdobył jeden szwedzki okręt.

W 1608 roku z inicjatywy Jana Karola Chodkiewicza zorganizowano małą flotyllę na wodach inflanckich. W skład tej eskadry wchodziły odkupione od Anglików i Holendrów stare statki handlowe, następnie przystosowane do działań bojowych. Uzupełniała tę siłę z całą pewnością pewna liczba dużych łodzi – batów, oraz galery wiosłowe. Flotylla miała charakter tymczasowy, pomocniczy. Wartość bojowa zgromadzonych sił była minimalna, natomiast istotny był jej walor taktyczny.

Spektakularnym sukcesem Polski była bitwa pod Salis [Salacgrīva – uwaga redakcji]. Na początku 1609 roku wojska Rzeczypospolitej przystąpiły do kontrofensywy. Hetman Chodkiewicz błyskawicznym atakiem z zaskoczenia zdobył Parnawę. Łupem Polaków padły dwa okręty oraz kilka batów. Kolejnym posunięciem był nagły atak na okręty szwedzkie stojące w Salis. Warunkiem powodzenia było całkowite zaskoczenie przeciwnika, gdyż w otwartej walce silna eskadra szwedzka bez trudu uporałaby się ze słabą flotyllą Chodkiewicza, bądź umknęłaby na pełne morze.

Bitwa pod Salis w marcu 1609 roku

Do ataku użyto zdobyczne jednostki oraz kilka uzbrojonych statków handlowych. Przygotowano także kilka branderów – łodzi wypełnionych łatwopalnymi materiałami i beczkami z prochem. Uderzenie przeprowadzone w nocy całkowicie zaskoczyło Szwedów. Na zgrupowanie zacumowanych okrętów wypuszczono brandery, od których spłonęły dwie szwedzkie jednostki. Uciekające w popłochu okręty szwedzkie dostały się dodatkowo pod ogień artylerii eskadry Chodkiewicza.

W sumie zniszczone zostały dwa okręty szwedzkie, inne doznały uszkodzeń.

Zadane straty mogłyby być zdecydowanie większe, jeśli Polska dysponowałaby silnymi, dobrze uzbrojonymi okrętami. Na uznanie zasługuje fakt zastosowania nowatorskiej taktyki ataku. Godnym podkreślenia jest również talent Chodkiewicza. Potrafił on nie tylko dowodzić i wygrywać na lądzie, lecz i dokładnie planować akcje morskie i osiągać w nich sukcesy.

Zdecydowanie gorsza sytuacja była podczas kolejnego etapu walk w Inflantach w latach 1621-1622. 3 sierpnia 1621 ogromny konwój szwedzki liczący prawie 150 jednostek, mimo strat od sztormu wysadził w połowie miesiąca desant rozpoczynając również blokadę Rygi.

Siły Rzeczpospolitej liczyły jedynie 4 małe galery wiosłowe oraz kilkanaście łodzi pomocniczych i branderów. Wobec druzgocącej dysproporcji stoczenie walnej bitwy byłoby samobójstwem. Flotylla, której dowódcą był Krzysztof Burcken von Boitzenburg, operując na Dźwinie nie tylko osłaniała na miarę swoich sił fortyfikacje Rygi, ale i prowadziła działania zaczepne. 23 sierpnia podczas nieudanego desantu w walce z flotyllą polską utracili Szwedzi kilka małych jednostek, uszkodzony został galeon Jupiter. Zdobycie Rygi we wrześniu 1621 roku położyło kres zmaganiom na wodach inflanckich.

Warto również wspomnieć o działaniach kaperskich przeciw żegludze szwedzkiej. Wiadomo, iż w kwietniu 1622 udało się zająć statek Lubeki przewożący kontrabandę do Rygi.

Johann Christoph Brotze – panorama Rygi z 1650 roku.

Ostatnim akordem działań polskiej floty u wybrzeży inflanckich był rejs patrolowy "Rostockiej Szkuty" w 1628 roku. Dowodzący okrętem Rolf Fredrichsen otrzymał bardzo skomplikowane rozkazy, przekraczające możliwości tej małej jednostki. Oprócz działań rozpoznawczych obarczony został zadaniem zdobywania pryzów płynących do Sztokholmu, Rygi, Piławy, czy Elbląga. Ponadto miał podejmować walkę z okrętami szwedzkimi.

Oceniając skromne działania polskiej marynarki, brak wyraźnych sukcesów należy wziąć pod uwagę ogromną dysproporcję sił morskich walczących państw, oraz stałe zagrożenie Zatoki Gdańskiej, której obrona ze względów handlowych i prestiżowych była priorytetowym celem małej floty polskiej.

Michał Duda