Pismo Związku Polaków na Łotwie

Refleksje cmentarne

Dwa święta: Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Radość świętości milionów bezimiennych i tych, których Kościół ogłosił świętymi by byli drogowskazami naszego życia, by ukazywali nieprzemijające wartości, którymi oni żyli na co dzień, i które stały się powodem zaliczenia ich do grona świętych.

W Dzień Zaduszny wspominamy dusze zmarłych, tych, którzy odeszli od nas, i którym należy się dług wdzięczności z naszej strony: naszym dziadkom, rodzicom, najbliższym; należy się im wywdzięczenie za to, co dla nas czynili za życia, za ich trud, poświęcenie, ofiarę. Wiele dusz zmarłych musi jeszcze oczyścić się w czyśćcu i im szczególnie trzeba pomagać przez ofiarowanie Mszy św., modlitw, Różańca, dobrych uczynków.

Te dwa następujące po sobie dni świąteczne każą nam iść na ich groby, zapalić światło, złożyć kwiaty - materialne dowody pamięci świadczące o kulturze naszej pamięci. Jednak cmentarz to miejsce, gdzie trzeba przychodzić częściej niż raz w roku. Im więcej człowiekowi przybywa lat, tym bardziej cmentarz staje się jego osobistą realnością. To takie stopniowe przybliżenie się tam, gdzie są jego najbliżsi i gdzie on kiedyś spocznie.

Pochylając się z wiekiem coraz niżej ku ziemi, odkrywamy wszechogarniającą wspólnotę losów z tymi, którzy już przed nami tu legli. Nieuchronnie w naszych myślach pojawia się pytanie: "A kiedy ja"?

Cmentarz jest takim miejscem, na którym nie można przejść obojętnie wobec problemu sensu i celu własnej egzystencji, jak nie można nie pomyśleć o tym, że nie znamy momentu, w którym i nas tu, na cmentarz, przyniosą, przypominając sobie zarazem, iż "jesteśmy własnością ziemi i jako proch zostaliśmy jej zwróceni" po odbyciu swej życiowej wędrówki. Cmentarz nie dopuszcza żadnych podziałów i nie uznaje preferencji. Wszystkich ludzi traktuje równo i sprawiedliwie, bez jakichkolwiek wyróżnień i strat. Wszystkich poucza, że tu - na cmentarzu - należy zastanawiać się nie nad tym, co jutro lub pojutrze będziemy jeść i w co mamy się ubrać, aby ładniej wyglądać w oczach innych ludzi, ani też w jaki sposób możemy zdobyć jeszcze więcej pieniędzy i innych wartości materialnych, lecz myśleć o tym, w jaki sposób przeżyć własne życie, może już jego "resztę", aby miało ono głęboki sens, aby było zgodne z planami zbawczymi Stwórcy, jakie ma On wobec nas! Śmierć bowiem przychodzi "jak złodziej w biały dzień" i zawsze trzeba być na nią przygotowanym, czy ma się 20, 40, czy 50 lat.

Cmentarz swoją "atmosferą" zmusza nas więc niejako do głębszej refleksji nad naszą śmiercią, nieuchronnie zbliżającą się do nas, pobudza nas do sprawiedliwej jej oceny oraz do widzenia perspektywicznie swego życia w kontekście śmierci i nieśmiertelności. Bowiem nasza ziemska egzystencja bez religijnego wymiaru staje się bardziej problematyczna, jakaś niepełna, stracona w wymiarach wieczności.

Śmierć nie jest absurdalna, jeśli stanowi dopełnienie życia - bogatego w doznania, twórczego, szczęśliwego, życia z Bogiem, według Jego przykazań. Sens lub bezsens śmierci zależy od sensowności życia. Racjonalne, w pełni zrealizowane życie oczekuje śmierci jak ostatniej strony pięknej, gęsto zapisanej księgi. Żądać więcej od życia niż skończonej logicznie zamkniętej harmonii? To właśnie byłby absurd, obawa, strach.

Są ludzie, którzy przez całe życie liczą się z perspektywą śmierci. Są gotowi do wyrażenia swej wewnętrznej zgody. Mimo widocznej utraty sił, niszczenia ciała, mimo pustki i bolesnego końca dostrzegają w śmierci jej głębszą wewnętrzną treść. To sprawia, że w każdej chwili gotowi są powiedzieć swoje "tak". Tajemniczą ciemność śmierci rozjaśniają nadzieją. Ufają, że Ojciec nie zrobi im krzywdy, dlatego z ufnością mówią Mu: "Bądź wola Twoja".

Dla nich cmentarz kojarzy się z jedną z głównych prawd Credo, która mówi jasno: "Wierzę w świętych obcowanie, (...) ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny". Cmentarz to miejsce dla zmarłych i żywych, by pogłębiać wspólnotę wiary tych, co już odeszli i tych, którzy realizują swoją drogę świętości. Cmentarz to naukowa księga mogąca przynieść wiele korzyści, jeśli człowiek będzie ją wciąż czytał i wyciągał z niej odpowiednie wnioski dla siebie.

Jan Uryga
"NIEDZIELA", listopad 1997
(Przygotowała Helena Bagieńska)