Pismo Związku Polaków na Łotwie

Krzysztof Meisinger – gitarzysta klasyczny

Gra Krzysztof Meisinger...

21 września br. odbyła się w Łotewskim Muzeum Narodowym w Rydze uroczysta prezentacja katalogu wystawy sztuki polskiej przełomu XIX i XX wieku "Metafora i mit" oraz katalogu wystawy polskiej sztuki współczesnej "Zatrute źródło". Na koncercie z okazji prezentacji katalogów wystąpił Krzysztof Meisinger – młody utalentowany gitarzysta ze Szczecina, wielokrotny zdobywca pierwszych nagród w ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach gitary klasycznej.

W programie Pana koncertu są wymienieni autorzy utworów muzycznych, które Pan wykonywał, ale nie ma informacji o Panu. Co mógłby Pan powiedzieć o sobie?

– Trudno mi jest mówić o sobie, ale jest mi niezmiernie miło, że mogłem zwiedzić Łotwę – po raz pierwszy. Jestem tym krajem zachwycony. Innych miast nie będzie mi dane tym razem zobaczyć, ale Ryga jest przepiękna, dawno nie widziałem tak ślicznego miasta. W tutejszym Muzeum jest również piękna sala, w której było dla mnie wielką przyjemnością wystąpić.

Jakie wykształcenie muzyczne Pan posiada?

– Jestem studentem dwóch akademii muzycznych – pierwsza to Akademia Muzyczna im. Feliksa Nowowejskiego w Bydgoszczy, klasa Krzysztofa Pełecha, druga to klasa mistrzowska u Aniello Desiderio w Niemczech, w Koblencji. Równolegle studiuję na tych dwóch uczelniach i bardzo sobie cenię zarówno jedną jak i drugą, gdyż one się nawzajem dla mnie uzupełniają.

Dzisiaj grał Pan solo. Czy gra Pan również w duecie lub w zespole?

– Gram bardzo dużo muzyki kameralnej, również z orkiestrami. Moje trzy płyty, które ukazały się wcześniej, były z towarzyszeniem orkiestry. Wszystkie uzyskały znakomite recenzje, co zmobilizowało mnie do tego, żeby następne kroki przedsięwziąć już w celu nagrania kolejnych moich marzeń muzycznych. Niebawem ukaże się moja następna płyta, którą nagrałem w podwójnej roli – solisty i dyrygenta – z koncertami barokowymi, koncertami gitarowymi. Wkrótce wystąpię też na zaproszenie orkiestry "Amadeus" Pani Agnieszki Duczmal na jej kolejnej płycie z repertuarem muzyki Astora Piazzoli.

Muzyka jakich kompozytorów jest Panu najbliższa?

– Najbliższa jest dla mnie ta muzyka, w której odnajduję cząstkę siebie. Nie jest to łatwe – poszukiwanie takich kompozytorów, którzy do mnie przemawiają. Z reguły jest tak, że przypadkiem natrafiam na muzykę, która mnie niesamowicie inspiruje, szalenie pochłania. Ja również nie szczędzę poszukiwań, bo moim zdaniem zawód muzyka do nich zmusza, bardzo przyjemnych poszukiwań przez całe życie. Dlatego muzyka, w której odnajduję cząstkę siebie, którą szczególnie sobie upodobałem, jest dla mnie najbliższa.

Jacy to kompozytorzy – trudno mi jest powiedzieć, gdyż każdy ma w sobie coś takiego, co może do mnie jakoś przemówić. Nie jest to jednak regułą, bo wiele jest muzyki, której dla siebie jeszcze nie odkryłem, której jeszcze nie zrozumiałem. Ale, na przykład, muzyka Roberta Schumanna jest mi wyjątkowo bliska, albo muzyka właśnie wspomnianego Astora Piazzoliego, którą bardzo sobie upodobałem.

Poza tym – opera. Dlatego również param się dyrygenturą z tego względu, że mogę grać na gitarze opery, tak jak dzisiaj, gdy zaprezentowałem "Fantazję" z "Trawiaty", ale nie zawsze – do wielu kompozytorów nie mam dostępu przez to ograniczenie instrumentu. Dlatego sięgam po batutę, najchętniej gdy chodzi o opery Pucciniego, Verdiego, Mozarta. Tu również jest nieokreślone grono kompozytorów, którzy zawsze będą na mnie oddziaływać.

Czy pan również komponuje?

– Nie. Nie komponuję. Czasami staram się na koncertach improwizować, jak na przykład dzisiaj w utworze, który grałem na bis. Wymaga on nawet improwizacji, której czasem "dotykam". Aranżuję z kolei dużo na różne składy utwory, które nie są na gitarę napisane, a są na tyle piękne, na tyle inspirujące, że chcę je grać i wtedy korzystam albo z własnej wiedzy, jeżeli chodzi o aranżowanie, bądź też ściśle współpracuję ze znakomitym aranżerem polskim Bernardem Chmielarzem. To on właśnie przyczynił się do tego, że powstała moja płyta zatytułowana "Soledad", która została wydana blisko 3 lata temu. Kompozycja nie jest moją mocną stroną. Nie czuję się w niej dobrze, więc pozostawiam to po prostu lepszym ode mnie.

Jak rodzina reaguje na Pana grę na gitarze?, przecież musi Pan dużo ćwiczyć.

Tak się akurat składa, że niedawno, bo niespełna tydzień temu, ożeniłem się.

Gratuluję!

– Dziękuję bardzo! Moja żona jest również muzykiem, więc rozumiemy się wzajemnie, dlatego jest to łatwe do pogodzenia w rodzinie muzyków, bo zdajemy sobie oboje sprawę z tego, że ćwiczyć trzeba, a wiadomo, że nie zawsze jest taka możliwość. Wtedy nawzajem się wyręczamy w zajęciach codziennych i zawsze jakiś czas uda się wygospodarować na ćwiczenia. Poza tym moja żona jest tak fenomenalną kobietą, że z nią rozmowy o muzyce są również szalenie inspirujące i dla mnie jest to, można powiedzieć, filar, na którym mogę się oprzeć. Mam nadzieję, że i ja jestem tym filarem dla żony.

Na jakim instrumencie gra Pana żona?

– Jest wiolonczelistką i gra w orkiestrze w Szczecinie. Właśnie dzięki niej tutaj się znalazłem, bo poznaliśmy się na wspólnym koncercie, kiedy to w marcu tego roku grałem na festiwalu gitarowym w Szczecinie z orkiestrą i również dyrygowałem od instrumentu. Od tamtego czasu datuje się nasza znajomość. Żona jest wiolonczelistką zarówno w orkiestrze symfonicznej w Szczecinie, jak również w kameralnej, z którą wtedy miałem okazję grać.

Czy dobrze zrozumiałam: Pan poza grą na gitarze również dyryguje?

– Można tak powiedzieć, gdyż pewne wykształcenie dyrygenckie posiadam. Teraz jednak odszedłem od dyrygowania sensu stricto. Często zdarzają się mi okazje, kiedy jestem proszony o dyrygowanie od instrumentu. Muszę się przyznać, że jest to novum w tym instrumencie. Bo znam wielu skrzypków dyrygujących od instrumentu, tudzież pianistów, natomiast o gitarzyście nie słyszałem. Dlatego również to sprawia mi niesłychaną przyjemność – każda okazja, kiedy mogę dyrygować.

Rozmawiała: Irena Lieģeniece