Pismo Związku Polaków na Łotwie

Jak pomóc szkołom polskim?

Nowy model finansowania kształcenia ogólnego "Pieniądze podążają za uczniem", który zacznie obowiązywać na Łotwie od 1 września br. i który uzależnia finansowanie szkół od ilości uczniów i redukcji "aparatu administracyjnego", narzucił szkołom mniejszości narodowych takie same warunki egzystencji, jak szkołom łotewskim i rosyjskim. Wygląda to tak, jakby trener w osobie Ministerstwa Edukacji zmuszał zawodników do podnoszenia ciężarów, ignorując ich kategorie wagowe. Wiadomo jednak, że odmienne zasady funkcjonowania szkół mniejszościowych, zwłaszcza w zakresie kompletacji klas, były określone już w chwili ich powstania na Łotwie.

Co reforma szkolna może oznaczać w praktyce, informował bez ogródek dziennik "Diena" (13.03.2009) w artykule Matisa Arnicansa, który stwierdził za przedstawicielami Departamentu ds. Oświaty, Młodzieży i Sportu Rady Miejskiej Rygi, że "spodziewana reforma szkolna może pozamykać nie tylko małe szkoły wiejskie – podobny los może spotkać również zakłady oświatowe stolicy oraz szkoły mniejszości narodowych Łotwy".

Zaniepokojeni dyrektorzy szkół mniejszościowych (a jest ich w całej Łotwie, nie licząc oczywiście rosyjskich, raptem 10 (!): estońska, litewska, żydowska, białoruska, ukraińska oraz pięć szkół polskich) wystosowali list do prezydenta V. Zatlersa oraz ministra edukacji i nauki T. Koke, w którym wyrazili przekonanie, że "zawarty w projektach finansowania model – "pieniądze idą do samorządu w ślad za uczniem" – oznacza zagładę małych szkół mniejszości narodowych".

W odpowiedzi z 21.05.br. minister edukacji T. Koke wykręciła się sianem – nie szczędziła wprawdzie komplementów pod adresem szkół mniejszościowych, jednak nie zajęła stanowiska w sprawie najistotniejszej – odrębnego ich traktowania.

Poirytowani dyrektorzy wysłali 28.05. kolejny list, adresowany tym razem do premiera V. Dombrovskisa, w którym zarzucili minister T. Koke "pustą, zdawkową odpowiedź, która spowodowała jeszcze większe zamieszanie i niepokój" oraz brak rozumienia istoty problemu.

Kolejne dyskusje i zabiegi o ratowanie szkół mniejszościowych, to: 7 kwietnia – specjalne posiedzenie Prezydenckiej Rady Konsultacyjnej ds. Mniejszości Narodowych, na którym prezydent Valdis Zatlers uznał za konieczne wypracowanie modelu finansowania szkolnictwa mniejszościowego (przykre, ale list do dyrektorów z Kancelarii Prezydenta Państwa z 28.05., podpisany przez Kristinę Vitola, doradcę Prezydenta ds. ekonomicznych, o tym nie wspomina); 9 kwietnia – spotkanie dyrektorów szkół polskich z doradcą premiera Łotwy ds. oświaty i nauki, Baibą Brigmane, która również przyznała, że nie wypracowano dotąd prawnego mechanizmu funkcjonowania i finansowania szkół mniejszościowych – są one traktowane jak inne szkoły publiczne; 6 maja został skierowany wreszcie do prezydenta V. Zatlersa list, w którym ambasadorzy Estonii, Litwy, Polski, Izraela, Ukrainy i Białorusi wyrazili zaniepokojenie losem szkół mniejszości narodowych.

Sytuacja ze szkołami mniejszości – interesują nas oczywiście w pierwszej kolejności szkoły polskie – budzi duży niepokój. Problemy szkół polskich zawsze znajdowały się na pierwszym miejscu w planie zadań odrodzonego Związku Polaków na Łotwie, zawsze były one obiektem specjalnej troski i sympatii całej Polonii. Jest to zrozumiałe – bez szkół polskich nieciekawie się rysuje przyszłość Związku Polaków a i całej Polonii łotewskiej. Teraz szkoły te znalazły się w niebezpieczeństwie.

Mimo głośnych protestów nauczycieli 2 kwietnia br. w Rydze, ministerstwo edukacji jest zdecydowane wprowadzić w życie nowy model finansowania szkolnictwa. W tej sytuacji ważne jest, aby obecne problemy szkół polskich nie były zmartwieniem tylko ich dyrektorów i nauczycieli, lecz całego ZPŁ, całej Polonii. Jeśli już "pieniądze mają podążać za uczniem", to zadbajmy wszyscy razem przynajmniej o to, aby w szkołach polskich nie brakowało uczniów, w pierwszej kolejności uczniów polskich. A o problemach szkół polskich z kompletacją klas słyszało się i mówiło na długo przed wdrożeniem nowego modelu finansowania i argument niekorzystnej sytuacji demograficznej tylko częściowo tłumaczy taki stan rzeczy.

Może właśnie teraz jest najbardziej odpowiedni czas na otwarte i szerokie omówienie tego problemu? Z zaangażowaniem do dyskusji dyrekcji szkół, ZPŁ, Polonii pozazwiązkowej? Czasu na "wypełnienie" uczniami szkół polskich przed nowym rokiem szkolnym pozostało niewiele.

Romuald Lebedek