Pismo Związku Polaków na Łotwie

Czy są na Łotwie mniejszości narodowe?

Polityczne namiętności, strzelające ceny i galopująca inflacja, zamykająca "lata tłuste" rządów ustępującego premiera A. Kalvitisa zdominowały ostatnio szpalty gazet łotewskich. W tej atmosferze bez szerszego rezonansu społecznego pozostał wniosek eks-ministra edukacji i nauki, posłanki na Saeimę z ramienia opozycyjnej partii Jaunais Laiks, prof. Iny Druviete, o nadanie językowi rosyjskiemu oraz językom innych "tradycyjnych" (historycznych) mniejszości narodowych Łotwy (a więc również językowi polskiemu) statusu języka mniejszości narodowej. Zdaniem Iny Druviete krok ten umocniłby pozycję języka łotewskiego jako jedynego języka państwowego i zapobiegłby spekulacjom na temat ewentualnego nadania językowi rosyjskiemu statusu języka oficjalnego. Położyłby też kres dyskusjom o "specjalnym statusie" tego języka na Łotwie.

Wniosek ten, sformułowany na międzynarodowej konferencji językowej w Rydze, spotkał największy sprzeciw i stanowcze veto w obozie naszych "narodowców" oraz ze strony Państwowej Komisji Językowej. Pierwsi dopatrzyli się w propozycji prof. I. Druviete kolejnego podstępu Moskwy (co nie dziwi) i stwierdzili, że dyskusja o uporządkowaniu statusu języków mniejszości nie jest na czasie, natomiast szacowna Komisja orzekła, że "w chwili obecnej nie można prowadzić argumentowanej dyskusji nt. statusu języka mniejszości narodowej, ponieważ nie ma jednoznacznej definicji ani mniejszości narodowej ani języka urzędowego na Łotwie" (!).

Rozbrajające! W szesnastym roku po Deklaracji Niepodległości Łotwy i w 89 rocznicę urodzin państwa łotewskiego dowiadujemy się, że "nie ma na Łotwie definicji mniejszości narodowej"! Może nie ma w takim razie również historycznych mniejszości narodowych, w tym również polskiej? Kogo w takim razie otacza opieką Departament ds. Mniejszości Narodowych w Sekretariacie Integracji Społecznej, może grupki etniczne?

Jest oczywiste, że osoby uciekające się do podobnych argumentów nie są partnerami do dyskusji z prof. Iną Druviete – czołowym specjalistą w zakresie socjolingwistyki. Nie będziemy jednak dociekać nieudolnie zawoalowanych motywów politycznych odrzucenia wniosku – wiadomo, jakie spustoszenia wyrządziła okupacja sowiecka w kulturze i języku łotewskim. Być może mają rację ci, którzy wolą dmuchać na zimne. Zaskakuje jednak to, że władze po raz kolejny wylewają dziecko z kąpielą – broniąc (w swoim rozumieniu) pozycji języka państwowego przed rosyjskim, blokują jednocześnie uporządkowanie prawne statusu języków historycznych narodowości Łotwy, czyli w ostatecznym rozrachunku osiągają cel naszym kosztem. Żeby nie stwarzać precedensu.

Przed tym właśnie przestrzegała Ita Kozakiewicz polityków łotewskich w okresie odradzania się państwowości łotewskiej i w archiwalnym filmie wyświetlanym ostatnio w Liepai z okazji obchodów Święta Niepodległości Polski – nie wolno umacniać języka łotewskiego, kultury łotewskiej kosztem mniejszości narodowych, kosztem słabszych.

Nie jest to niestety przykład odosobniony. Od lat staramy się o proporcjonalne (w stosunku do liczebności diaspory) zwiększenie udziału audycji polskich w IV Programie publicznego Radia Łotewskiego, przeznaczonego niby dla wszystkich mniejszości, w rzeczywistości jednak całkowicie zdominowanego przez audycje w języku rosyjskim. Staramy się bezskutecznie. Radio Łotewskie szura nóżką przed "największą mniejszością" i hojnie obdarza prawie 24-godzinnym czasem emisji na dobę tych, komu władze nie chcą nadać statusu mniejszości narodowej. I znowu naszym kosztem. Czyżby również w tym wypadku w trosce o język łotewski?

Albo, jak można wytłumaczyć fakt skasowania dla wielu użytkowników telewizji kablowej jedynego polskiego programu TV Polonia i kilku niemieckich (a więc państw Unii Europejskiej), czy też nadawania dziennika TV EuroNews i programu Eurosport nie w jednym z oficjalnych języków UE, czyli w łotewskim albo w końcu angielskim, tylko w pozaunijnym języku rosyjskim? Przecież Łotwa jest członkiem Unii Europejskiej!

Wygląda na to, że władze nie mają skutecznej koncepcji umacniania nawet języka państwowego (poza metodycznym okaleczaniem nazwisk niełotewskich w dokumentach urzędowych i obronieniem "eiro" przed "euro"). Czy w tej sytuacji mogą i chcą poważnie zadbać w mediach o języki swoich mniejszości, których w dodatku jakoś nie udało się zdefiniować?

Romuald Lebedek