Pismo Związku Polaków na Łotwie

DAGNIJA DREIKA

###

Ty i ja – my znowu idziemy -
Być może we śnie –
I czasami chciałabym się zapytać -
Dokąd? Szukać przyjaciół, żółtych róż,
Spokoju, pogody ducha, miłości...
My teraz nie walczymy ze sobą na śmierć,
O krew... nie, nie!
Pada zimny deszcz, jak do krypty.
I wszystko jest we wszystkim, i zostaje.
I ty jesteś we mnie. Nikt więcej, nikt...

###

Psy – szpice, łabędzie – puchowe poduszki, koty
Otoczą mnie pod akacjami znowu.
Niebo – ze stali, błysk w oczach
Ciemnieje, bo nadchodzi sztorm.
Park nad morzem, pawilony, owady buszują w kwiatach...
Krok po kroku – starzec idzie -
Aleja pomiędzy lipami z kołyski
Prowadzi prosto w grób.

Nekrolog A. M.

Nie rozumiem nic. Czarne, zielone, czerwone mrówki
Tańczą – być może to różnobarwna miłość
Tego życia. Zakochane insekty, kiedy panuje czas snu...
Tylko ty oddalasz się z każdą chwilą.
Idzie zima, buszuje ogień w liściach
I mrówkojad. Czy pamiętasz mnie jeszcze? Pora iść.
Już nie ma mrówek – różnobarwnych nas.
Już czas w drogę... już odejść czas.

Icie

Z uśmiechem na ustach -
Na najpiękniejszy bal
Z fajerwerkami.
Jakiś ptak – to popiełuszka
Która znikła nagle.
I znowu jesień przed nami.
Coś pozostaje – cień
Wspomnienia
Z uśmiechem na ustach.
To ona – w białej sukni i chuście -
Znowu przed nami
Królewna – Zima.

Lecz mimo wszystko jestem

Nad miastem szalała śnieżyca
I nikomu dotychczas
Nie udało się jej zatrzymać.
Gdy smaga mnie nocą,
Ja ślę modlitwy do księżyca:
Kocham, dlatego istnieję,
Cokolwiek się zdarzy – jestem.
I śnieżyca – moje życie -
Unosi się nad miastem.

Ekspozycja

Rzeka wije się – i w przepastnej czerni
Widzę siebie. Gdzieś w ogrodzie, boso,
Nad żurawiną krąży stado gołębi -
Co było – nie minęło. Opadnie rosa
Jak chłodne łzy. Nie płaczę, Bogu chwała -
To chyba niebo, a być może noc.
Co było – było. Więcej, coraz więcej
Tych kwiatów – wspomnienie, czasu fala.
Dziewczynka w fioletowej sukience
I... pustka. Płynie życie. Dalej, coraz dalej.
Wiosenny sentyment – jest Wielkanoc.

###

Bóg – nasz Piastun – Opiekun nasz odezwał się -
Bóg Piorun przemówił – mistrz wichura i ulewa.
Teraz z nieba już strumienie płyną.
Nie odejdę po północy -
Przemoknie mi peleryna.
I wiatr – zwiastun trwogi
Wymyśla postrachu na drzewach.
Powiew wiosny. Bóg Piorun ciągle
Do nas przemawia -
Zaczekam do nocy Świętego Jana
I pójdę pieszo w dzieciństwa stronę.