Pismo Związku Polaków na Łotwie

POLSKA O NAS

Przyjechałam z Warszawy,
żeby porozmawiać z Tobą

Agnieszka i Marta wertują ankiety.

Mam wakacje. Tylko co wróciłam ze studiów w Rydze do domu w Dyneburgu. Zmęczona, rozkładam wszystkie rzeczy... aż nagle puka do mnie jakaś dziewczyna i mówi po polsku: "Cześć! Przyjechałam z Uniwersytetu Warszawskiego, żeby porozmawiać z Tobą." Następnym razem przyszła jeszcze ze swoją koleżanką, żeby spotkać się z całą moją rodziną - pracują ludzie!!! Postanowiłam, że też muszę z nimi porozmawiać - tym bardziej, że można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy...

– Marto, Agnieszko! Ile osób tutaj przyjechało z wami? Kto to? Dlaczego znaleźli się właśnie w Dyneburgu?

– Razem jest nas 19 studentów, 2 profesorów, 4 doktorów i metodolog. Przyjechaliśmy z Uniwersytetu Warszawskiego - Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych - żeby porozmawiać z Polakami na Łotwie. Jest to dla nas taka obowiązkowa praktyka terenowa. A że w Dyneburgu mieszka dużo Polaków...

– Chwileczkę, co oznacza "obowiązkowa praktyka"? Czy macie jakikolwiek wpływ na rodzaj praktyk?

– Mamy wybór. Na uniwersytecie jest przedmiot - konflikt kultur. Uczymy się o mniejszościach narodowych w Polsce i jednocześnie o Polakach poza Polską. Uczyliśmy się, na przykład: o świątyniach Żydów, o Kaszubach, również o Polakach we Francji, w Niemczech, na Litwie. Nic nie mieliśmy na wykładach o Łotwie... Takie praktyki zawsze odbywają się latem. W tym roku są dwa obozy do wyboru: kościół Mariawitów w Polsce i Łotwa. Po pierwsze, nigdy nie mieliśmy praktyk daleko od Polski, po drugie - dużo wiemy o Litwie, znacznie mniej o Łotwie. Więc postanowiliśmy przyjechać tu.

– Jaki jest cel tego projektu? Co będzie potem?

– Jako studenci przeprowadzamy wywiady, a profesorzy będą po jakimś czasie pisać o tym książkę. Mamy pięć działów tematycznych: edukacja, organizacje społeczne, kościół i wyznanie, młodzież i studenci, życie nocne. Pod kątem tych tematów rozmawiamy po prostu z odpowiednimi osobami, czyli chodzimy z ankietami i zadajemy socjologiczne pytania. Nasz profesor od początku sugerował, iż są różne Polonie na świecie. Na Łotwie mieszka dużo Polaków, jednak dotychczas zjawisko to nie zostało głębiej zbadane. Przykład Łotwy jest dla nas tym bardziej ciekawy, ponieważ jest to młoda demokracja - tak samo jak w Polsce.

– Jakie macie wrażenia z Dyneburga i o Polakach tutaj? Na co zwróciliście szczególną uwagę?

– Na różne kwestie. Tu są zlane 3 języki: polski, rosyjski, łotewski. I jeszcze jakiś dziwny akcent. A niektórzy nawet nie wiedzą, że mogą mówić po polsku. Jedna babcia była nawet zaniepokojona, że nie będzie mogła nas zrozumieć, ale sama zaczęła mówić po polsku! Dyneburg jest dość niezwykłym miastem - bloki, bloki..., a obok jak gdyby wioska, takie małe domki... Co jeszcze? Ceny są podobne... Spodobał nam się tutaj ser i chleb z kminkiem... A głównie zwróciliśmy uwagę, że ludzie są bardzo otwarci i gościnni. Wszyscy wpuszczają do domu, od razu zapraszają do stołu, na kawę i herbatę... W Warszawie to jest niemożliwe, bo każdy jest zajęty tylko swoimi sprawami...

– Ale skąd wiecie, do kogo można pójść? Przecież nie wszyscy są Polakami.

– Zdobyliśmy informacje (imiona, nazwiska i adresy - nic więcej) w Domu Polskim w Dyneburgu. Te dane są potrzebne, żeby tylko znaleźć tych ludzi - ankiety są już anonimowe. W ogóle to każdego dnia jesteśmy uczulani na temat prawidłowego wypełniania tych ankiet, odpowiedniego ukierunkowania rozmowy itd. (metodologia!). Zdarza się, że nie ma tych osób w domu, albo nawet ich adres się zmienił. Ale! Na ulicy słyszą, jak my mówimy po polsku, i bardzo się nami interesują. W taki sposób znajdujemy dodatkowo respondentów!

– Mam nadzieję, że w Dyneburgu nie tylko pracujecie. Macie czas na jakieś rozrywki?

– Tak naprawdę pracujemy od 8 rano do 9 wieczorem, a potem mamy zebrania, gdzie opowiadamy o wynikach swojej pracy. Imprezy nie są raczej przewidywane. Ale znowu ALE! Naprawdę poznaliśmy, co to jest integracja, bo znaleźliśmy dużo znajomych i przyjaciół. Chodzimy z kolegami nad jezioro. Ale najbardziej poruszające było dla nas to przedziwne święto Ligo! Przecież to jest takie prastare, pogańskie... U nas nigdy by nie było świętem państwowym! Naprawdę podoba nam się w Dyneburgu!

– Miło nam to słyszeć, zatem powodzenia w pracy i jak najwięcej przyjemnych wrażeń z pobytu w naszym mieście. Mam nadzieję, że dowiemy się, coście o nas napisali.

Rozmawiała Krystyna Morżewska.